02:20
Kilka słów o Słowie 10 IX 2014 Mój komentarz do Ewangelii na środę, 10 września 2014 Zachęcam, by przeczytać najpierw fragment Ewangelii Łk 6,20-26 - Subskrybuj na www.legan.paulini.plWięcej
Kilka słów o Słowie 10 IX 2014
Mój komentarz do Ewangelii na środę, 10 września 2014
Zachęcam, by przeczytać najpierw fragment Ewangelii Łk 6,20-26
- Subskrybuj na www.legan.paulini.pl
oczy_szeroko_otwarte
Dar pociechy to Boży dar.
Patrzenie w przyszłość jest jak najbardziej racjonalne i chwalebne bowiem to właśnie wiara i wielka nadzieja wciąż przypomina (i udowadniała przeszłość), że życie do ostatniego tchnienia pisać może wciąż nieprzewidywalne scenariusze i tak naprawdę poniedziałek nigdy nie jest w stanie w 100% przewidzieć jaki kolor i zapach będzie miała niedziela.
Jednak owa nieprzewidywalność …Więcej
Dar pociechy to Boży dar.

Patrzenie w przyszłość jest jak najbardziej racjonalne i chwalebne bowiem to właśnie wiara i wielka nadzieja wciąż przypomina (i udowadniała przeszłość), że życie do ostatniego tchnienia pisać może wciąż nieprzewidywalne scenariusze i tak naprawdę poniedziałek nigdy nie jest w stanie w 100% przewidzieć jaki kolor i zapach będzie miała niedziela.
Jednak owa nieprzewidywalność nie zawsze jest pozytywna, niestety. Bywa zaskakująco dramatyczna kiedy pojawia się „jak grom z jasnego nieba” i przygniata, związując jednocześnie ręce, co do możliwości działania, odcinając od wszelkich źródeł koła ratunkowego. Stawanie na głowie i wychodzenie z siebie – także bez efektów. Bywa i tak… i wtedy coraz głośniej zaczyna być słyszalny… JA JESTEM.
O ileż łatwiej wtedy latać w poplątanym powietrzu teraźniejszości. Powszedniość bowiem to –wbrew pozorom- długotrwały i skomplikowany czasowy proces, porywający nurt, płynący własnym korytem życia o trudnych nieraz do zrozumienia regułach, gdzie każdy gra taką rolę, jaką wyznaczył mu los i nie zawsze można wybierać. To i huragany, nawałnice i sztormy i mielizny… przypływy i odpływy.

Szczęśliwi są Ci, którzy mogą dostrzec światło latarni morskiej - Światło Ducha Św. prowadzące do bezpiecznego portu a kiedy zakotwiczą – odpocząć i ogrzać się w otwartych ramionach Boga Ojca, Stwórcy wszystkiego, Syna Bożego, Jezusa Chrystusa – jedynego, niezawodnego PRZYJACIELA ludzi.
Wtedy zdecydowanie łatwiej jest nawet i 365 razy zaczynać od początku, starając się jednocześnie, codziennie być jak słońce dla drugiego człowieka, także dla przygodnego przechodnia, który stanie na naszej drodze, bowiem: znam te wszystkie ludzkie bóle więc niech tobie będzie łatwiej… szłam już tą drogą więc jeśli potrzebujesz, oprzyj się na mnie.

Marzenia… wspaniała sprawa.
Ludzie marzą o locie na księżyc, o podróży dookoła świat, o błyskotliwej karierze, byciu trendy i tysiącu innych doczesnych przyjemności. Wyobraźnia ludzka jest, wiadomo -nieograniczona. Każdy ma prawo do swoich marzeń i pięknie, że je ma, że realizuje. Moje już dla świata są banalne i śmieszne, wręcz kompletnie nieżyciowe, dla mnie jednak są upragnione… nie jest łatwo funkcjonować w świecie, z którym człowiek często nie może się zgodzić.
Nauczona jednak doświadczeniem wciąż wierzę, że czas jest zawsze tym egzaminatorem, którego nie przetrwa żadna ułuda i zaślepienie. Może wtedy nastaną lepsze dni.

Mnie jest w sumie łatwo bo Dobry Bóg pozwala słuchać Go i słyszeć. W Nim odnalazłam szczęście… takie tylko moje, niezrozumiałe dla wielu i wiem, że tego nikt mi już nie odbierze. Zakochani piszą sobie: tylko twoja, tylko twój. Wiem, jakie wibracje ma moje serce, ja też jestem zakochana. Odnalazłam Cię mój Boże, Odnalazłeś mnie. Tylko Twoja.

"Patrzmy w przyszłość z nadzieją…" oooo tak... w końcu z każdym mijającym dniem coraz bardziej zbliżamy się do domu Ojca… 😌

Proszę przyjąć Ojcze Michale, jako okruch wdzięczności za Kilka słów o Słowie, ciepłe myśli i życzenia – by Ojca życie i rzeczywistość były zawsze pełne spokoju, przede wszystkim wewnętrznego, celu i sensu – palcem Bożej Opatrzności nakreślonych, radości i mocy, która pozwoli bez szwanku przetrwać z godnością także każdą niesprzyjającą aurę, jeśli taka się zdarzy.

***

ODJAZD W MARZENIE
Leopold Staff (ze zbioru Dzień duszy)


Dzwoń, serce moje, na odjazd od brzegów!
Uczep się rudych włosów błyskawicy!
Czeka cię tysiąc śródgwiezdnych noclegów
I nieistnienie kresu ni granicy!

Tylem ja wyśnił oślepień, mamideł,
Takie szaleństwo przygód, piękno grozy,
Że cały zdałem się wichurom skrzydeł
I zdjąłem trafom zwalczonym powrozy!

Każdy mój dzień był do odjazdu gotów
W kraj, co się "Gdzie bądź, byle w bezkres" zowie -
Bom jest bajeczny ptak dalekich lotów
I wiecznie cuda nieuchwytne łowię!

Dzikie marzenie, orlica drapieżna,
W szpony mnie chwyta! Szczęśliw, żegnam lądy!
Toń obietnicą śmieje się bezbrzeżna,
Sto przygód knują już zdradzieckie prądy!

O, wciąż okrążać nieznane wybrzeża!
Nigdy do portu! Nigdy do przystani!
Jak cudnie morze gniewem swym uderza,
Jak dzielnie smaga łódź wściekłość otchłani!

Jak wał wód kipi rozplenionym grzbietem,
Jak huczą głębin zawrotne ogromy!
Ciszom pogarda moja jest odwetem,
A wielbię wirów zdrady i wyłomy!

Morze rozpęka rozziewem zachłannym,
Grzmi rozpęd wichrów w fal podniebne skoki!
Fieście bałwanów zamachem orkannym
Druzgocą w wodzie odbite obłoki!

Na morze, kędy burza szał swój toczy,
Pędź, serce moje, najszczęśliwsze z zbiegów,
W dal, bez powrotu, naprzód, poza oczy!
Tyle cię czeka śródgwiezdnych noclegów!

Pędź, me marzenie, nigdy niepoprawne,
Nieuleczalne, zepsute, wybredne!
Bo co najcudniej nam we śnie jest jawne,
Dzisiaj nam wykraść chce spełnienie biedne!

Wyśnionych, naszych własnych światów czystość
Wąż wcieleń chwycić chce w swoje pierścienie!
Chce nam je unieść aż gdzieś - w rzeczywistość!
Pędź, serce, bo me sny ściga spełnienie!

Spełnienie czyha na sny moje zgubnie,
By w dotykalny kształt wtłoczyć ich wieczność!
Białe snów szczęście kocha samolubnie
Dziewiczą, czystą swą bezużyteczność!

Tylko duch słaby, by wierzyć w sny swoje,
Musi je dłoni dotknięciem uderzyć...
Ja niemożności nieziszczalne roję,
Bowiem w to umiem wierzyć, w co chcę wierzyć!

Jam niegdyś w gwiazdy nie wierzył na niebie,
Bo przewyższały mą siłę zbyt niską...
Lecz gdy marzeniem wybiegłem nad siebie
I gwiazdy, odtąd już wierzę we wszystko!

Wie podejrzliwa wiecznie ma nadzieja,
Że życie chwyta sny, jak sidło ptaki...
O, niech mnie wieczna złuda wykoleja
Z torów stałości w niepewności szlaki!

Pośród rozbujań oceanów grzmiących
Jedną modlitwą witam każdy ranek:
Proszę o szczęście nieprzewidujących!
Tych czeka wiecznie tysiąc niespodzianek!

A rzeczywistość moje sny zdobywa!
Ja jej zuchwałą wciąż wydaję bitwę,
A potem pierzcham i oddal mnie skrywa,
Bo kocham ciągłą pogoń i gonitwę!

Zwodniczość zmienna, niewierna, niestała,
Co nowych przygód wciąż grozi rozruchem,
Jest najwierniejszym (bowiem nie jest z ciała),
Niezmiennym moim, niezawodnym druhem.

Uchodź, śnie, z życia pijanego nudą,
Uciekaj w dale bez kresu i końca!
Zamieniać siebie wiecznie z każdą złudą
To żyć dzień każdy w skrach nowego słońca!

Mknę w szczęście zgiełku sprzeczne w sobie swarnie,
Niepokojone wciąż zmian kołowrotem,
A kiedy widzę już port i latarnię,
Znów łódź odwracam na głębię z powrotem!

Wiecznie się mijam na doczesnych drogach,
By aż w wieczności odnaleźć swą duszę...
Skończoność znajdzie duch na ziemskich progach...
Dlatego wiecznie siebie szukać muszę!...

Więc mi odsuwaj, śnie, cel jak najdalej!
Nie daj się spotkać z kresem ni granicą!
O, jakim cudem jest życie na fali,
Jedną ogromną, ciągłą obietnicą!

Uchodź! Wyzywaj losy, kuś przygody!
Czeka cię tysiąc śródgwiezdnych noclegów!
Tysiąc dni wolnych na bezkresach wody!
Dzwoń, serce moje, na odjazd od brzegów!

😌 😌 😌
czciciel
Niebieskie Ptaki